BARCELONA, czyli pomysł na babski wypad bez dzieci

BARCELONA, czyli pomysł na babski wypad bez dzieci

Barcelona – babski wypad w listopadzie

Stolica Katalonii, to takie miasto, które chodziło mi po głowie od wielu lat.

W sumie od kiedy istnieją tanie linie lotnicze, szukałam opcji by tam polecieć. Nigdy jednak nie byłam w stanie znaleźć niczego poniżej 400 złotych (no chyba, że akurat miałam rodzić, to wtedy złośliwie coś zawsze było – życie).

Kiedy w końcu udało mi się znaleźć deal’a w Ryanair’ze za 243.53 PLN byłam PRZEszczęśliwa.

Naszą babską wycieczkę zaczęłyśmy planować już w lipcu, wtedy właśnie udało się dostać takie dobre bilety na koniec listopada. Ale patrzcie na strony tanich przewoźników, lub na serwisy takie jak Fly4Free czy Google Flights, czasem jest promocja na dużo bliższe terminy (jak np. teraz oferty z okazji Black Friday).

Przy kupowaniu biletów rzuciłam hasło wśród koleżanek na Facebooku. Zgłosiła się jedna, która puściła hasło dalej do kolejnej swojej znajomej, która oprócz siebie, wzięła jeszcze na nasz babski wypad przyjaciółkę. Tak więc nasz team składał się końcowo z wypuszczonych na wolność czterech matek 😀

 

Wynajęłyśmy apartament przez AirBnB, dużo opcji można było też znaleźć na Booking.com. Miałyśmy salon z aneksem kuchennym i widokiem na Sagrada Familia (wyłaniającym się nad syfiastym podwórkiem, zdjęcia brak! 😉 ), łazienką i dwiema sypialniami. Czyli idealnie dla czterech babek.

Pamiętajcie, że przy check-in’ie w apartamencie, warto zrobić zdjęcia pomieszczeń i widocznych usterek, żeby potem nie mieć problemu przy wymeldowaniu ze zwrotem kaucji.

Przyleciałyśmy późno w nocy w niedzielę, właściwie to dotarłyśmy dobrze po północy do mieszkania. A wróciłyśmy do Warszawy we wtorek wieczorem. Idealna długość pobytu.

Co można robić w Barcelonie? Spacerować i pić wino 🙂

Nie oszukujmy się, babski wypad bez męża i dzieci (części z nas pierwszy taki w życiu!) nie aspiruje do krajoznawczej, kulturowej wycieczki. Chodziło nam głównie o to żeby zrelaksować się, odstresować, naładować baterię na nadchodzącą polską zimę. Na metro czy autobusy szkoda nam było pieniędzy, więc chodziłyśmy wszędzie piechotą. Dzięki temu miałyśmy więcej euro na kawę (lub w moim przypadku gorącą czekoladę) w ładnych kawiarniach i wino w uroczych knajpkach.

Barcelona to mega urokliwe miasto.

Kafejki, knajpki, kamieniczki, zieleń, taka inna niż w naszej szerokości geograficznej.Witryny sklepowe, sznury z praniem, kolorowi ludzie…

Trzeba w trakcie nieustannego plotkowania z współtowarzyszkami podróży 😉 zadzierać głowę do góry i chłonąć klimat tego miasta.

Lubicie Eda Sheeran’a? Jego ostatnia płyta pełna jest inspiracji z różnych miejsc na świecie. Barcelona również na niej zaistniała, nawet dostała własną piosenkę.

Listopad w Barcelonie

A nawet jego schyłek. A pogoda jak u nas we wrześniu. Trochę śmiesznie w takich okolicznościach przyrody ogląda się świąteczne dekoracji i stragany 🙂

Barcelona z dziećmi

Oczywiście, byłyśmy na wycieczce bez dzieci… ale matka nie byłaby matką, gdyby nie obczaiła przy okazji placów zabaw! A w Barcelonie jest ich pełno i to świetnych! Drewnianych, naturalnych, super wpasowujących się w klimat miasta.

Migawki z Barcelony

Pamiątki z Barcelony

Koniec listopada to czas otwarcia jarmarków bożonarodzeniowych. W Barcelonie nie było inaczej, a samo miasto słynie ze świątecznych szopek. Większość szałasów na targu wypełnionych jest elementami do samodzielnego złożenia szopki. Kawałki drewna, mchy, figurki. Wszystko co chcecie, żeby samemu stworzyć ciut bardziej personalizowaną dekorację świąteczną. Oprócz tego pełno tradycyjnego jedzenia, np. serów, chorizo i innych wędlin.

Barcelona jest również znana z hmm.. robiących kupę figurek. Można sobie kupić załatwiającego dwójeczkę w sumie każdego, kogo sobie wymyślimy. Nawet prezydenta USA, czy Lorda Vadera.

Pit stop na wino i fifirifi (czyt. WiFi) w knajpie w stylu Art Deco.

Barcelona nocą to zupełnie inny klimat.

Park Güell i Ogrody Gaudiego

Kolejny dzień, leniuszek nam się włączył, więc podjechałyśmy metrem w okolicę początku serii ruchomych schodów do wjazdu na wzgórze. Potem wystarczyło się wdrapać jeszcze wyżej na górkę i podziwiać stolicę Katalonii z góry.

Schodząc niżej widać Ogrody Gaudiego. Wejście jest biletowane. Nachodzi nas rozterka… kilka euro, żeby zobaczyć bliżej to co znamy ze zdjęć i już teraz za darmo widzimy z góry? Czy może przyjechać tu jeszcze raz, elegancko z rodziną, pokazać dzieciom kulturę wysoką, a samemu teraz wydać te zaoszczędzone euro na kawusię i winko? Pytanie retoryczne. Tak więc proszę, widoczki z daleka 😀

A po piękne zdjęcia z tego miejsca, zapraszam np. na Trip Advisor 🙂

Obiecuję, następnym razem tam dotrę! 😀

Wsiadłyśmy w autobus jadący z górki i wysiadłyśmy koło Plaça de Catalunya. Zjadłyśmy pyszny obiad w Hard Rock Cafe i udałyśmy się w dół:

La Rambla

Bulwar jak bulwar. Fajne kwiaciarnie i budy z pamiątkami. Najbardziej podobało mi się targowisko, na które skręca się właście ze słynnego deptaku.

Taki widok końcem listopada to miód na me serce i radość dla podniebienia.

Wybrzeże w Barcelonie

Idąc w dół La Ramblą dotarłyśmy do morza. Przyjemne przestrzenne bulwary. Taki trochę kataloński Sopot? 😉

Wieczór w Barcelonie – wino, drinki i tapas

Dzień wylotu

Po oddaniu kluczy ruszyłyśmy ostatni raz w stronę Sagrada Familia, gdzie akurat blisko stacji metra był kolejny jarmark świąteczny. Zakupiłyśmy pamiątki dla rodzin i znajomych. Swoim dzieciakom wzięłam śliczną drewnianą szopkę (wrzucę zdjęcie jak wyjmę w grudniu na Święta 🙂 ).

sagrada familia barcelona

Hala odpraw w Barcelonie

Po dojechaniu metrem na lotnisko, naszym oczom ukazał się największy syf jaki widziałam w życiu. A już trochę lotnisk zdążyłam zobaczyć…

Tu na zdjęciu widać zapchany kosz, ale tuż przy liniach do bramek security stało kilka wielkich PUSTYCH kontenerów na plastiki. Tylko wszystko leżało na podłodze. Ostentacyjnie przeszłyśmy do nich wyrzucić nasze butelki. Jak ludzie się nie wstydzą tak syfić? Czy ktoś tu w ogóle sprząta? To była godzina 14-15 we dzień roboczy. Piękny widok na pożegnanie…

Wrzucam takie obrazki dla tych, którzy narzekają na polskie warunki i porządek. Serio Polska nie jest zła!

Po przejściu na Duty free szukałyśmy toalety. Drogę wskazały nam rozrzucone po podłodze drogowskazy…. kawałki papieru toaletowego. Po lewej ukazała się toaleta. Po prawej było wejście do Burger Kinga i stoliki. ¡Qué lindo! Uroczo!

Z toalety nie skorzystałam. Nie zdążyłam dobrze wejść i miałam ochotę szukać w Google jak jest Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna po hiszpańsku. Trzeba było trzymać do samolotu.

Na zakończenie, co by nie robić zbyt smutnego wrażenia.

Jednorożec z duty free.

Bo wszyscy lubią jednorożce <3

lotnisko barcelona

Macie pytania?

Chciałybyście się wybrać na podobną wyprawę, ale nie wiecie jak się do tego zabrać?

Pytajcie w komentarzach 🙂



4 thoughts on “BARCELONA, czyli pomysł na babski wypad bez dzieci”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


%d bloggers like this: